2 June 2013

RED SKIRT


|ph.Lucyna/ second-hand skirt, no name blouse, oodji belt|

Ja i spódnica to dwa różne światy. Nigdy za nimi nie przepadałam, po prostu ich nie lubiłam, chyba wychodziłam z założenia, że jak byłam mała to zakładałam je zdecydowanie zbyt często. Te wszystkie różowe koronki, czy falbanki po pewnym czasie zaczęły mi się wydawać kiczowate. Ostatnimi czasy, kiedy tylko wypatrzyłam jakąś w sklepie(w przystępnej cenie), która mi się spodobała, od razu wyobrażałam sobie jak w niej wyglądam i następnie posłusznie odkładałam ją na miejsce. Poza tym gdzie miałam je zakładać? Do szkoły? No dobra, ale tylko na początek/zakończenie roku i różne akademie. Przecież w czasie roku szkolnego to dżinsy królują w mojej szafie! A tu nagle Bum! Sama nie wiem, co mi się stało, ale w przeciągu trzech tygodni kupiłam aż dwie spódnice. Może to wpływ takiego słońca(które wreszcie wyszło zza chmur, ale obecnie znowu go nie ma) albo małymi kroczkami zbliżających się wakacji(nareszcie!)
Kiedy zobaczyłam tą ze zdjęcia to od razu wpadła mi w oko. Nie ona, a raczej ten czerwony kolor i chociaż zdaję sobie sprawę, że takie spódnice skracają nogi, a ja nie jestem długonogą modelką, to znalazła się ona w mojej szafie. Bo przecież, jesli ona mi się podoba, to czemu mam jej nie zakładać, prawda? :)
I never liked skirts, because I thought that went out to them when I was little. All lace and frills at a time seemed to me to be unsightly. Last time I just chose some in the shop, I imagined how I look at it and put off the place. Because I do not have them where you assume the school is a time to dominated jeans in my wardrobe. And a sudden boom! I do not know what happened, but until recently I bought two skirts!  Perhaps this is due to the sun, or small steps approaching holiday (finally!).
When I saw her immediately caught my eye its red color, and I realize that these skirts shorter legs, and I'm not a supermodel, she found it in my closet. because if I like it so I why not wear it, right? :)





2 May 2013

10 February 2013

Rumour has it.

Należę do przyjaciół Kubusia Puchatka, który uznawał, że zawsze jest pora na małe co nieco. I chociaż staram się ograniczać słodycze, to jak zawsze średnio mi to wychodzi. Przez to, że chodzę do szkoły, a obiady jadam w domu(wcale nie narzekam), w restauracjach jem tylko okazyjnie. I dlatego też, nie jestem przyczajona do ekskluzywnego spożywania potraw. Kiedy w restauracji mam na stole trzy rodzaje łyżek i różne gatunki serwetek, które nie mam pojęcia do czego służą, a kelnerzy podają mi menu, z którego większość nazw potraw nie rozumiem i nie wiem co oznaczają czuje się, no... dość niezręcznie.
W moim domu je się prosto i smacznie. Ale w domu, to oczywiście nie to co u Babci, pierogi, rosół, barszcz, czy wyśmienite ciasta. Jeśli chodzi o potrawy orientalne to czasem owszem, ale tylko czasem. Całe zawijanie składników w jeden placek, jedzenie palcami, moczenie potraw w płynach co jakiś czas jest dla mnie odmiennością od naszej kuchni. Jednak bardziej "bezpieczna" czuje się zwykłej kuchni i dlatego lubię mieć na stole talerz, sztućce, szklankę i filiżankę.
I belong to a friend of Winnie the Pooh, who think that there is always time for a little something. And although I try to limit sweets, it's like I always mean it comes out. By the fact that I go to school and eat lunch at home (it's soo good), in restaurants I eat only occasionally. And so, I'm not lurking to the exclusive consumption of food. When in a restaurant I have on the table are three types of spoons and napkins different species that I have no idea what they are, and the waiters give me a menu, from which most of the names of dishes do not understand and do not know what the feeling is, well ... quite uncomfortable.
In my house it is simple and tasty. But at home, this is obviously not what u Grandma, dumplings, soup, borscht, and delicious cakes. When it comes to oriental dishes sometimes, yes, but only sometimes. The whole wrapping components into one cake, eating with your fingers, soaking in liquid foods from time to time for me otherness of our kitchen. However, a more "safe" feeling normal food and so I like to have on the table a plate, cutlery and cup.